Format RAW w smartfonie. Czy jest mi potrzebny?

O temacie obróbki zdjęć cyfrowych, w tym o formacie RAW pisałem już dawno temu, na przykład tutaj. Wówczas, format RAW (cyfrowy negatyw bez żadnych ingerencji, czysty, zapisany obraz prosto z matrycy aparatu) dostępny był wyłącznie w aparatach cyfrowych.

Dzisiaj, każdy nowoczesny smartfon ma w opisie swoich parametrów również „format RAW”. Można ten format zapisu zdjęć włączyć w ustawieniach telefonu, a dokładnie aplikacji „aparat”. Dzisiaj, bardzo krótko odniosę się do zadanego w tytule pytania…

Format RAW w telefonie. Czy jest potrzebny? Czy coś mi da? Czy dzięki niemu będę robił/robiła lepsze zdjęcia?

Spoiler alert – raczej nie ?? ale po kolei…

Czy jest potrzebny?

Zależy komu. Zwykłemu zjadaczowi chleba, który swoim smartfonem wykonuje takie zdjęcia jak niżej (a potem wrzuca na Linkedin), zdecydowanie nie.

Takiemu użytkownikowi telefonu rekomenduję raczej poznanie absolutnych podstaw kompozycji czy obsługi aparatu. Takie naprawdę podstawy podstaw. Z krótkim, ale skutecznym kursem kasowania bardzo nieudanych zdjęć włącznie ?

Format RAW czy JPG zupełnie nie ma tutaj żadnego znaczenia. W tym przypadku należy pobudzić ośrodki oceny artystycznej własnej twórczości, dobrego smaku, może tak zwanego krytycznego spojrzenia na to i owo ?

Czy coś mi da?

To zależy. Zakładam, że w tym akapicie pytanie zadaje osoba, która już bardziej świadomie robi zdjęcia, kadruje zupełnie przyzwoicie, zaczyna widzieć zdjęcie zanim naciśnie guzik (ten ekranowy) migawki (tej elektronicznej), nie wrzuca na Linkedina zdjęć z konferencji z żyrandolem i sufitem zajmującymi 3/4 zdjęcia.

Takiej osobie raczej bym doradzał dalsze pogłębianie tematu kompozycji, może bardziej zaawansowanej obróbki zdjęć, a być może – jednak zakupu (pożyczenia) porządnej lustrzanki z fajnym, jasnym obiektywem? Bo to może oznacza zupełnie sensowny skok jakości i filozofii robienia zdjęć.

Czy dzięki niemu będę robił/robiła lepsze zdjęcia?

Nie. Dobre zdjęcia można zrobić nawet kredkami świecowymi ? A tak poważniej – narzędzie ostatecznie rejestrujące wymyślony obraz jest wtórne. Powtarzam to od dłuższego czasu – jeśli widzisz obraz, widzisz ciekawy kadr, światło, fakturę, emocje – możesz to namalować akwarelkami, zarejestrować telefonem sprzed 6 lat, możesz też wyjąć Nikona (Canona, etc.) za 30 tysięcy i nic ciekawego nie zrobić.

Bo – znowu się powtarzam, wrażliwość i w pewnym sensie „artyzm”, wyczucie kompozycji, smaku, kreatywność – jest niezależna od marki telefonu, jego parametrów, ilości obiektywów czy formatu zapisu danych. W tym RAW, RAWPro, RAW+ i tak dalej.

To przydaje się czy nie ten RAW?

A sam format RAW jest OK. Dla tych co lubią wyciągnąć jeszcze 2% ze świetnie wykonanego zdjęcia. Może dla zawodowców. Ale oni z kolei używają aparatów cyfrowych, a nie telefonów do swojej, „poważnej” pracy, która wymaga Adobe Lightroom, Phase One czy Photoshopa…

Zdjęcie tytułowe pochodzi z aplikacji dodatkowej zainstalowanej na moim iPhone 12 PRO. Zdjęcie wykonane w ustawieniach „manualnych”, edycja w narzędziach tejże aplikacji, efekt końcowy (fajny, prawda?) i rameczka również. No i fajnie.

Ale wiecie co? Bez RAW-a, też takie zdjęcie bym zrobił. W JPG. Bez „manuala”, w pełnym automacie swojej zwykłej apki w telefonie też. Bo to zdjęcie nie jest wybitnie trudne do wykonania od strony ekspozycji, doboru ISO czy czasu naświetlania. Raczej nie każdy by to zdjęcie „zobaczył”. Serdeczności ???